Doskonałość
ALKOHOLIK:
Jestem całkowicie upodlony. Boję się, że wkrótce pragnienie picia powróci i znów przestanę być sobą i znów zacznę pić. Mam tego dość i chcę to zmienić. Ale jutro mogę nie mieć siły i znów zapomnę że chciałem się zmienić i znów w tym utonę. Jak mogę się teraz zmienić, póki jestem sobą i pamiętam, że chcę i muszę to zmienić?
ADEPT:
Ależ wcale nie musisz się zmieniać. Już jesteś doskonały. Nawet gdy pijesz. Dlatego zaakceptuj siebie i to że pijesz i pij sobie spokojnie. Bo to wszystko i tak nie ma znaczenia. Już jesteś buddą, tylko o tym nie wiesz. Wszystko jest Bogiem, więc alkohol też jest Bogiem. Wszystko jest doskonałe.
ALKOHOLIK:
Kurwa, widzę że z tobą nawet gorzej niż ze mną. Spierdalaj. Chyba się napiję.
ADEPT:
Właśnie tak. Wszystko jest w porządku. Wypij sobie.
ALKOHOLIK:
Ej, masz jakąś kasę? Dawaj mi tu na flaszkę. Ej gdzie mi tam uciekasz? Dawaj tu kurwa na flaszkę! Dawaj kasę bo ci wyjebię!
ADEPT:
To niemoralne i nieduchowe, nie dam ci moich pieniędzy. Zarób sobie śmieciu. Auuuuu, pomocy! Policja! Mamo! Ratunku!
ALKOHOLIK:
Haha, stówa. Doskonale.
Kuszenie

Kusiciel:
Chcę abyś dziś podczas ceremonii ofiarował dziecko. Czy zrobiłbyś coś takiego?
Człowiek:
Nigdy. To jest czystym złem i jest sprzeczne z moimi zasadami.
Kusiciel:
A gdybyś dostał za to milion euro?
Człowiek:
Nie.
Kusiciel:
Miliard euro?
Człowiek:
Też nie.
Kusiciel:
A dziesięć miliardów euro? Zastanów się dobrze.
Człowiek:
Hm.
Kusiciel:
Pomyśl ile dobra mógłbyś uczynić posiadając tak wiele pieniędzy. Tysiące dzieci umiera z głodu. Poświęcając tylko jedno dziecko mógłbyś uratować ich tysiące.
Właściwie to już stajesz przed wyborem. W ciągu roku dziesięć tysięcy dzieci umrze z głodu i chorób. Mając te pieniądze będziesz w stanie je uratować. Czy poświęcisz życie dziesięciu tysięcy dzieci aby uratować tylko to jedno? Czy masz prawo podjąć taką decyzję?
Człowiek:
Nie. To nie dla mnie. Nie potrafiłbym. Nie do mnie należą takie decyzje.
Kusiciel:
Pomyśl też ile dobrego mógłbyś dokonać dla siebie. Wszystkie rzeczy, których ci zawsze brakowało, teraz będą twoje. A twoi bliscy? Czy chcesz aby żyli w biedzie? Jedna mała decyzja i będziesz mógł obdarować ich bogactwem i szczęściem, oszczędzić im cierpień i biedy.
Człowiek:
Nie, to niemoralne.
Kusiciel:
Znam ludzi bardzo, bardzo dobrze. Wszyscy są niemoralni. Dlaczego chciałbyś się postawić ponad nimi wszystkimi, dlaczego chciałbyś odegrać lepszego? Wszyscy są słabi.
Człowiek:
To nie ma związku z nimi. Tu chodzi o mnie.
Kusiciel:
A więc jesteś egoistą. Nie liczy się dla ciebie świat, a tylko twoje zasady. Nie chcesz zrobić teraz dobrego uczynku dla świata?
Człowiek:
Nie jestem pewien czy jest to dobry uczynek.
Kusiciel:
Zwiększając swoją moc zwiększasz swą zdolność do dokonywania dobrych uczynków. Zaniedbując swoją moc czynisz zło przez zaniechanie dobrych uczynków.
Człowiek:
Ale to nie jest dobry uczynek.
Kusiciel:
Pokażę ci badania lekarskie tego dziecka. Prawdą jest, że jest ono bardzo chore. Być może nawet wkrótce umrze. Dlaczego nie chciałbyś oszczędzić mu cierpień?
Człowiek:
Nie wiem czy umrze.
Kusiciel:
Prawdopodobnie tak. A ty stracisz szansę na dokonanie dobra.
Człowiek:
To nie jest dobro.
Kusiciel:
Widzę też przyszłość tego dziecka. Prawdopodobnie, jeśli już przeżyje, będzie ono bardzo złym człowiekiem. Uczyni wiele zła, sprawi że cierpieć będą tysiące lub miliony. Czy to nie porusza cię? Wielu dzielnych żołnierzy zginie próbując zabić tego człowieka, ale wtedy będzie już za późno, będzie on zbyt potężny. Czy nie zabiłbyś Hitlera w kołysce?
Człowiek:
Nie znam przyszłości.
Kusiciel:
Czy zabiłbyś Hitlera w kołysce, wiedząc że to Hitler?
Człowiek:
Nie.
Kusiciel:
Nawet gdybyś wiedział, że później on zabije twoją rodzinę i ciebie? I mnóstwo
innych niewinnych ludzi?
Człowiek:
Nie wiem.
Kusiciel:
To dziecko należy do narodu, który ciemiężył twoich przodków. Twoi ojcowie oddawali życie aby usuwać ze świata takich jak on. Jeśli teraz nie zrobisz tego, zdradzisz ich i podepczesz ich pamięć.
Człowiek:
Ale oni nie zabijali dzieci.
Kusiciel:
Mogę cię zapewnić, że gdybyście zamienili się rolami, ten człowiek poświęciłby ciebie bez zastanawiania się. I nawet nie potrzebowałby w zamian milionów. Zrobiłby to dla czystej przyjemności za darmo. A nawet sam dopłaciłby aby móc to zrobić. Czy wiedząc to nadal chcesz oszczędzić jego życie?
Człowiek:
Nie jestem sędzią by to osądzać.
Kusiciel:
Twoja bierność jest zadziwiająca. Czy zawsze w momencie próby się wahasz? Dlatego nic nigdy nie osiągnąłeś i nie osiągniesz. Teraz nadszedł czas działania. Co powiesz na to?
Człowiek:
Nic.
Kusiciel:
Nie musisz się też obawiać. Podczas ceremonii będziesz mieć maskę i kaptur. Nikt cię nigdy nie rozpozna. Czy teraz jesteś gotów?
Człowiek:
Nie.
Kusiciel:
To dziecko może nie przeżyć, ale jeśli przeżyje to będzie bardzo złym człowiekiem, który uczyni mnóstwo straszliwego zła, a ty będziesz bezsilny. Jeśli natomiast zgodzisz się uwolnić świat od niego, dostaniesz w nagrodę bogactwa, dzięki którym będziesz mógł uczynić wiele dobra. Czy stoisz po stronie zła?
Człowiek:
Może.
Kusiciel:
A więc zostaniesz za to ukarany. Jeśli nie weźmiesz udziału w ceremonii, ty zostaniesz zabity w zamian.
Człowiek:
Nie wierzę.
Kusiciel:
Ty i twoi bliscy. W zamian za przyszłego zbrodniarza, który uczyni mnóstwo zła. A to tylko chwila, pomyśl że kroisz chleb.
Człowiek:
Nie mam ochoty. Do widzenia.
Kusiciel:
Zawsze do usług.
Kusiciel:
A co powiesz na kradzież tysiąca dolarów?
Człowiek:
To też niemoralne.
Kusiciel:
A gdyby należały do najbogatszego człowieka na świecie? Wcale nie odczuje straty. W dodatku jest to zły człowiek, więc osłabienie go będzie dobre. Postawię cię w sytuacji gdy będziesz mógł zabrać tysiąc dolarów i nikt się nigdy nie dowie. Tysiąc dolarów za friko. Zgoda?
Człowiek:
To mi się podoba. Zgoda.
Kusiciel:
Muahahahahahahaha. Wygrałem.
Pogrzeb wiedzy
Gdy miałem wiele książek w nieznanych językach,
Myślałem, że wiem. Chciałem śnić, że uwierzyłem.
Odważnie się starałem biec przez życie tyłem,
Z ufnością pokładając swą wiarę w antykach.
Nucąc słowa piosenek, których nie rozumiem,
Szedłem tańcząc pokracznie do obcych melodii,
A latawiec nadziei drwił z mojej parodii
Rad patrząc jak z talerza cudzej wiedzy szum jem.
Wiedzo, gdzie jest potęga i moc wszelkich miar twa?
Gdzie triumf i nagroda, wiedzo? Jesteś martwa.
Dziś palę twoje zwłoki, wiedzo, pasierbico.
Płoną jasno. W ich dymie świat mój zmartwychwstaje.
Każda rzecz znów jest żywa, natchniona tajemnicą.
Pytasz? Nie wiem. To życie ci odpowiedź daje.
Droga na skróty
Każda dziedzina sztuki wymaga dedykacji i szacunku.
Każdy niecierpliwy i zbuntowany szuka drogi na skróty.
Początkujący są niecierpliwi i chcą podbijać świat. Przychodzą w nastroju buntu, przychodzą łamać zasady. To normalne. Taki jest odwieczny porządek.
Zuchwałość jest potrzebna. Trzeba się odważyć. Trzeba wierzyć w siebie. Mieć siłę tysiące razy próbować. Co z tego wyjdzie – czas pokaże. Każdy wielki na początku jest zuchwały. Później nabiera pokory.
Nasionko musi myśleć o sobie jak o wielkim drzewie. Musi przyjąć za naturalne swoje prawo do wzięcia ziemi, wody, światła i powietrza jako swoich. Pnąć się w górę na własną rękę, nawet gdy wokół są inne drzewa. Nie warto mieć szacunku dla tradycji, ale warto mieć szacunek dla sztuki.
Nasionko ma w sobie całe drzewo.
Nasionko jest potencjalnie drzewem. Ma w sobie całe drzewo, ale nie jest jeszcze drzewem. Musi urosnąć, a to trwa.
Niecierpliwy chce żeby z ziemi wyrastały same owoce. Po co mu pień i liście? Po co całe drzewo, skoro chodzi tylko o owoce? Mistrz znajduje upodobanie w pielęgnowaniu drzew. Owoce przyjdą później w wielkich ilościach – gdy drzewo wzrośnie i dojrzeje.
Niecierpliwy chce owoców, a nie docenia drogi. Żeby osiągnąć mistrzostwo trzeba mieć upodobanie w drodze. Z niej wyrasta mistrzostwo które jest skutkiem ubocznym. Mistrz sztuki tworzy wielkie dzieła spontanicznie i bez przywiązania.
Na własnej drodze każdy krok jest nagrodą.
Zbuntowani dużo krzyczą. Uczciwi w ciszy trenują i budują swoje mistrzostwo. Nie dlatego, że pragną owoców, ale dlatego że ich droga sama w sobie jest spełnieniem, nagrodą jest każdy pojedynczy krok. Robią bo lubią. Tak dzieje się tylko na swojej własnej drodze. I właśnie po tym można tą własną, przeznaczoną sobie drogę rozpoznać.
Ludzie niegodni czują, że muszą najpierw sprofanować to, czego pragną. Tak żeby mogli poczuć się godni sięgnięcia po coś, na co nie zasłużyli.
Ludzie gardzący sobą muszą pogardzić sztuką by pozwolić sobie wejść do jej świątyni. Szacunek zatrzymuje ich, bo pokazuje jak wiele mają braków, a tego nie mogą znieść. Nie mogą znieść myśli o ilości czasu jakiej trzeba by osiągnąć mistrzostwo.
Poszukiwanie skrótów może trwać dłużej
niż uczciwe przejście całej drogi.
Kto pragnie tylko owoców, może poczuć się oszukany, gdy podstępem dotrze na miejsce. Na miejscu okazuje się, że jest już po wszystkim, że to droga się liczyła. A prawdziwym owocem jest coś innego niż nam się zdawało na początku.
Mistrzostwo w jednej dziedzinie pozwala zrozumieć mistrzostwo innych dziedzin. Pomaga docenić. I pomaga znaleźć upragnione skróty, oddzielić istotne od nieistotnego.
Techniczna biegłość bez natchnienia produkuje dzieła błyskotliwe lecz puste. Natchnienie bez technicznej biegłości produkuje dzieła z potencjałem, ale ułomne.
Wielkie dzieło jest wspólnym dziełem boskiego i ludzkiego.
Wielkie dzieło jest owocem spotkania nieba i ziemi, wysokiego i niskiego.
Natchnienie jest istotne, ale ono musi spotkać opanowany umysł i ciało. Sama technika nie wystarczy, potrzebna jest iskra boża. Sama iskra boża często nie wystarczy, potrzebna jest zdolność jej przekazania.
Malarz może mieć wspaniałe wizje ale nie mieć umiejętności, by je zrealizować. Jest wtedy niespełniony bo wizje przychodzą i przepadają. Aby posiąść umiejętności potrzebna jest praca nad sobą. Ona może być lekka i przyjemna, może być wykonywana w formie zabawy, ale musi być intensywna i wymaga czasu. Zasady sztuki trzeba opanować. Ciało i umysł muszą być wyćwiczone i zdyscyplinowane.
Zasady sztuki trzeba opanować.
Mistrzowska swoboda jest wypracowana. Jest wynikiem bezbłędnego opanowania podstaw, które przeniknęły podświadomość. Narzędzia zostały utworzone podczas przygotowań i teraz są gotowe by używać ich na zawołanie.
Nauka chodzenia to mnóstwo potknięć. Początek zawsze jest przepełniony porażkami. Podejście w formie zabawy pozwala to znieść. Ja nie przegrywam, ja tylko się bawię.
Jesteś niezwyciężony dopóki się bawisz.
Zabawa nie przywiązuje się do efektów. A jednocześnie zaangażowanie jest pełne. Są spełnione dwa warunki. Pełne zaangażowanie w działanie i brak przywiązania do owoców.
Brak przywiązania to nie to samo co lekceważenie. Odróżnij zabawę od pogardy. Zabawa jest nieprzywiązana, ale angażuje się całkowicie. Pogarda jest tak przytłoczona przywiązaniem, że zaczyna udawać nieprzywiązanie, bo nie może znieść jego ciężaru. Jest wycofaniem się. Pozorna obojętność jest paraliżem strachu przed porażką. Tak wielkie jest przywiązanie do owoców.
Przywiązanie do owoców blokuje swobodne działanie.
Łatwiej jest śmiać się z cudzych potknięć niż samemu coś zrobić. Tacy prześmiewcy siedzą w bazie, bojąc się wyjść i doznać porażki, ośmieszyć się nieudolnością. To co miało chronić przed bólem staje się kulą u nogi.
Czasem może przyjść ktoś znikąd i zrobić coś wspaniałego bez przygotowania. Później może mieć kryzys drugiego dzieła. Jeśli czuje, że pierwsze udało się bez zasług, zrobienie drugiego pod presją oczekiwań może zakończyć się porażką. Przywiązał się do efektów i stracił swobodę. Teraz jest już skupiony na owocach zamiast tak jak na początku – skupić się na nieprzywiązanym działaniu, na sztuce dla sztuki.
Mistrz nie szuka celu, on idzie swoją drogą.
Mistrz nie szuka drogi, on jest drogą.
Przytulanie Ziemi
Lubię sobie wyobrażać że przytulam Ziemię.
Albo że leżę sobie na ziemi bezpiecznie, a ona swoją obecnością przytula mnie.
Moje ciało jest częścią Ziemi, czuje się tu naturalnie, jak ryba w wodzie
oddycha swobodnie, jest otwarte, czuje się bezpiecznie, jak w domu
Przytulam wszystkich ludzi, zwierzęta, siły natury, duchy rzek i roślin,
życzę im dobrze, wyrażam zamiar życia z nimi w harmonii, szacunku,
respekt dla grawitacji, dla elektryczności, dla kosmicznych praw
dziękuję Słońcu, planetom i gwiazdom
Symbol:
może nieraz jeszcze będziemy walczyć, zmagać się, pokonywać przeciwności
przyjmiemy ograniczenia, zbudujemy plac zabaw, a potem pójdziemy się tam bawić
w chwilach walki skupieni na walce, w chwilach miłości skupieni na miłości,
w chwilach wytchnienia wpatrzeni za horyzont.
Dziękuję wszystkim miejscom, które były moim domem.
Dziękuję Ziemi za to że jest moim domem teraz.
Teraz jest właściwy czas. To jest magiczna chwila.
Pozwól mi płakać
Pamiętam taką sytuację – jako dziecko płakałem, a moja mama mnie goniła i powtarzała „nie płacz nie płacz”. A ja uciekałem przed nią bo chciałem w spokoju się wypłakać. Z jej strony była presja żebym przestał płakać, bo ona się czuła winna.
I tak jakby sugerowała mi, nie słowami, że mój płacz jest nie w porządku, bo wzbudza w niej poczucie winy. Czyli to ja ją ranię płacząc. A dla mnie to było osobiste. Mi było przykro i chciałem płakać. Nawet nie miałem żalu do niej, tylko taki żal po prostu, to nie było wymierzone przeciw niej, i nie było manipulacją.
Kiedy ktoś mówi „zostaw mnie” to może znaczyć tylko tyle. Dokładnie tyle. Nic więcej. Bez oskarżeń. Bez żalu. Zostaw mnie, bo chcę przez chwilę pobyć sam. Nie obrażam się na ciebie.
Jesteśmy wytresowani do udzielania „pierwszej pomocy”, do rzucania się z nią na innych, do przyduszania nią. Mamy natychmiast podnieść przedmiot, który upadł. Natychmiast wkroczyć i działać. Czy jeśli ktoś ma problem, to ja natychmiast muszę z tym coś robić? I czy mam iść dalej pomimo cudzej odmowy? Często opowieść o problemie jest tylko pretekstem do nawiązania kontaktu. Ta osoba nie chce żeby rozwiązywać jej problem, chce tylko poczucia bliskości. Ale nie wypada prosić o to wprost.
Problem w tym, że w manipulacjach zgubiliśmy szczerość i nie bierzemy już cudzych słów dosłownie. Jeśli ktoś mówi że chce być sam – może po prostu przez chwilę chce być sam i można go zostawić? A może kłamie? Może tylko udaje, że chce być sam, bo nie chce mnie obciążyć swoim zmartwieniem, a naprawdę potrzebuje teraz towarzystwa? Tak też się zdarza. A potem będzie mieć żal, że nie dostał wsparcia, bo ktoś od razu sobie poszedł, zamiast mimo odmowy zostać.
W którymś z pokoi trzaskają drzwi, a za chwilę przychodzi człowiek i usprawiedliwia się: to tylko wiatr. Musi zapewnić, że nie jest na nikogo obrażony, że nie ma wrogości, bo ludzie trzaskają drzwiami żeby wyrazić niezadowolenie. Taki jest kod w jego grupie. Bo słowami boją się to wyrazić, boją się szczerze powiedzieć co czują.
Trudno jest być szczerym, gdy słowa nie znaczą już tego, co znaczą. Kiedy utworzył się kod kłamstw i tabu.
Weźmy sytuację, gdy gospodarz wmawia gościowi jedzenie, a gość kilka razy odmawia. Czy to gospodarz jest nieczuły i napastuje gościa?
Istnieje tradycja, że gospodarz powinien poczęstować swoich gości jedzeniem. Nawet gdy nie chce się dzielić, bo może w tej chwili ma mało pożywienia i ma je tylko dla siebie i chciałby zjeść sobie sam lub ze swoją rodziną. Ale częstuje gościa, bo taka jest powinność, taki jest niepisany kod. Bo niepoczęstowanie byłoby wyrazem wrogości, wykluczenia gościa, okazaniem braku szacunku. A on nie chce okazać gościowi wrogości, nie chce go odrzucić.
Gość wie o tym wszystkim i nie jest pewny czy gospodarz częstuje bo chce, czy dlatego że powinien w imię kodu. Nie chce robić przykrości gospodarzowi utratą jedzenia, ani narażać się na jego żal. Wie, że takie żale się potem gromadzą i psują związki. Dlatego odmawia.
Gospodarz wie, że gość być może chciałby zjeść. Ale rozumie, że gość odmówił, żeby nie obciążać gospodarza obowiązkiem częstowania. Dlatego ponawia propozycję. Ale znów nie wiadomo, czy tym razem propozycja jak i odmowa są szczere. Bo rytuał z biegiem czasu objął również drugą propozycję, a może i następne. I gospodarz który nie nalega wystarczająco, może zostać uznany za złego.
Te rytuały drażnią ludzi, którzy chcieliby, żeby wszystko znów było proste, dosłowne. I gdy zaczynają tak żyć, wchodzą w konflikt z tymi, którzy nadal postępują według rytuału. Bo czują się zranieni, dostając przekaz niezgodny z ustalonym kodem. Sytuacja się komplikuje jeszcze bardziej, gdyż istnieją ludzie, którzy wykorzystują te rytuały żeby celowo ranić innych. Im nie zależy na porozumieniu, zawsze postąpią na przekór i celowo będą naruszać cudze granice. Przed takimi osobami inni wytwarzają sobie warstwy obronne i szczerość znaczy jeszcze mniej. Ludzie chodzą przez świat opancerzeni, nieufni.
Ze szczerością i prawdą można się oswajać, na początek wystarczy w swoim własnym przyjaznym towarzystwie.
Śmiało
powiedz to
wyraź to
nie duś w sobie siebie
twoje jest
dobre jest
to co chcesz powiedzieć
prawdą bądź
sobą bądź
porzuć wszystkie maski
znajdź swój cel
tam twój cel
gdzie twa dusza tańczy
śmiało żyj
godnie żyj
oddech bierz do pełna
w słońcu stań
w ciszy stań
doświadcz chwili piękna
śmiało żyj
pełnią żyj
zbieraj życia plony
swoje rób
dobrze rób
bądź zadowolony
Akceptacja a zmiany
Totalna akceptacja świata nie jest sprzeczna z dokonywaniem zmian w świecie. Z jego formowaniem, z ogromnymi zmianami.
Tę samą akceptację mogę dać sobie i wszystkim swoim działaniom.
Na przykład mogę rozumieć, szanować i akceptować zabójcę, ale mogę go też zabić w obronie własnej. To też jest w porządku.
Akceptacja nie oznacza, że teraz mamy się zatrzymać w bezruchu i przyjmować wszystko takie jakim jest.
Jeśli mogę coś zmienić, to to zmieniam.
Jeśli nie mogę czegoś zmienić – próbuję to zmienić i przekonuję się czy jednak mogę, czy naprawdę nie mogę.
Świat jest jak glina która czeka na uformowanie. Jest płynny, gotowy poddać się naszej woli.
Świat jest w pełni otwarty na wszystkie nasze działania, jest w stanie znieść wszystkie nasze decyzje i poddać się im, odpowiedzieć na nie zgodnie ze swoją naturą. W ten sposób poznajemy naturę świata – poprzez eksperyment, poprzez śmiałe próby.
Jest czas płynięcia z prądem i czas płynięcia pod prąd.
Jest czas pokory i czas eksperymentów.
Nie możesz wszystkiego, ale możesz próbować wszystkiego.
Możesz próbować się przekonać czy możesz i ile możesz.




